{P. Sasuke}
- Skoro wiedziałeś, to czemu mi nie powiedziałeś? - zapytał blondyn a w jego oczach tlił się wyrzut. Zaśmiałem się pod nosem i przytuliłem do siebie niebieskookiego.
- Bo, i sam to najlepiej wiesz, miło jest to usłyszeć od ukochanej osoby - odparłem, wtulając nos w żółte kłaki Uzumakiego.
- Sasu... Nie zabijaj Ino - poprosił Naruto, przeczesując palcami moje włosy. Od razu odsunąłem mój organ powonienia od czupryny chłopaka i zmrużyłem oczy.
- Dlaczego miałbym tego nie robić? Ona dobrze wiedziała, że nie umiesz pływać i chciała skazać cię na śmierć! - krzyknąłem, wstając z kanapy - Wiesz, co by się stało, gdybym wtedy nie pobiegł za tobą?!
{P. Naruto}
- Sasuke..... Miłość robi z ludźmi różne rzeczy - szepnąłem, chwytając czarnookiego za rękę i z powrotem ciągnąc na kanapę. Czarnowłosy prychnął, ale grzecznie usiadł na meblu.
- Nie rozumiesz. Jesteś sensem mojego życia, młotku. Denerwuję się, kiedy nie ma cię obok. Mam ochotę skrzywdzić tych, którzy skrzywdzili ciebie - oznajmił Uchiha, po czym pocałowawszy mnie krótko, wyszedł z pokoju. Poczułem, że ciepło rumieńców ogarnia moje policzki a na twarz wypływa delikatny uśmiech. Szybko wybiegłem za Sasuke, który kierował się w stronę parku. Gdy byłem przy nim, złapałem go za dłoń i cmoknąłem w policzek.
- Zrobimy to razem, Sasuke - oznajmiłem, robiąc wyszczerz.
[Parę minut później]
Ino siedziała samotnie w parku, rozglądając się dookoła. Nagle, gdy tylko zobaczyła, że Uchiha idzie w jej stronę, podbiegła do nas.
- Sasuke! - krzyknęła, najwyraźniej mnie nie zauważając.
- Cześć Ino - powiedziałem i poczułem satysfakcję, gdy twarz blondynki zbladła.
- N...Naruto? A co ty tu robisz? - zapytała nerwowo dziewczyna, zerkając na Sasuke.
- Przyszliśmy coś wyjaśnić - oznajmił czarnooki, mrużąc niebezpiecznie oczy. Ino prychnęła, gdy zauważyła nasze złączone dłonie.
- Błagam cię, Sasuke. Przecież to Naruto zrobił z ciebie pedała! - zawołała blondynka i zrobiła błąd. Czarnowłosy puścił moją dłoń, rzucając się na Ino i przyduszając ją dłonią.
- Ty mała, pieprzona dziwko! - warknął Uchiha, gdy wtem...
niedziela, 10 listopada 2013
Rozdział XIV
niedziela, 29 września 2013
Rozdział XIII
{P. Naruto)
Obudziłem się na czymś miękkim, jednak nie otwierałem oczu, mając nadzieję na dalszy sen. Potem, do mojej głowy napłynęły wspomnienia z ostatnich wydarzeń. Poczułem również czyjąś rękę na głowie i było mi z tym przyjemnie.
- Zabiję ją... - do moich uszu dobiegł czyjś syk, niewątpliwie pewnego czarnowłosego osobnika.
- Uspokój się, braciszku - a co tu robił Itachi?
- Nie uspokoję się. Kocham go, Itachi i dobrze o tym wiesz - warknął młodszy Uchiha. Moje usta mimowolnie wygięły się w uśmiechu.
- A już myślałem, że tego nie usłyszę - powiedziałem, otwierając oczy i podnosząc się do siadu.
- Cześć, Naruto - przywitał się spokojnie starszy Uchiha.
- Cześć, Ita... - urwałem w pół zdania, bo Sasu tak jakby rzucił się na mnie, przytulając i odbierając mi oddech.
- Już myślałem, że się nie obudzisz, młotku - szepnął czarnowłosy - Dlaczego trzymałeś mnie w niepewności.
Roześmiałem się cicho, wtulając się w tors chłopaka.
- Żeby mieć pewność - odparłem, podnosząc głowę i patrząc w te czarne oczy. Sasuke prychnął, ale uśmiechnął się po chwili.
- A ja... Nadal nie wiem - powiedział Uchiha, odsuwając się delikatnie ode mnie. Na moją twarz wpłynęły delikatne rumieńce.
- Ja... Też cię kocham - szepnąłem, z powrotem wtulając się w czarnookiego.
- Hah... Wiedziałem - odparł czarnowłosy, uśmiechając się zwycięsko. Nadąłem policzki i skrzyżowałem ręce na piersi.
sobota, 14 września 2013
Rozdział XII
Blondyna obudził mnie okropny ból w głowie, oraz promienie słońca, padające na jego twarz. Przy oknie stał Sasuke, patrzący się na chłopaka. Gdy zobaczył, że się obudził podszedł do Uzumakiego i pocałował krótko w usta. Niebieskooki oblał się rumieńcem i zerknął zaskoczony na Uchihę.
- Dzień dobry, młotku - powiedział czarnooki, uśmiechając się w duchu na widok rumieńca niebieskookiego.
- Dzień dobry - wymamrotał zmieszany Naruto i wstał z łóżka, nie patrząc na Sasuke. Brat Itachiego mocno się tym zdziwił, ale nie wiedział, że blondynek zachowuje się tak, bo przypomniał sobie wczorajsze wyznanie czarnookiego i Uzumaki sam teraz nie wiedział, co czuje do czarnowłosego. Naruto szybko wymknął się do łazienki.
{P. Naruto}
I co ja teraz miałem zrobić? Sasuke mnie podobno kocha, ale wczoraj był pijany i... I mógł nie wiedzieć co mówi. Czułem, jak do moich oczu zbierają się łzy, ale już obmyśliłem strategię. Muszę tak długo ignorować czarnookiego, aż ten sam nie spyta o co chodzi. Będę pewny dopiero, jak osobiście mi powie... TE słowa. Miałem tylko nadzieję, że nie byłem jedynie "eksperymentem". Otarłem oczy, przebrałem się i gdy wyszedłem z łazienki, minąłem bez słowa Uchihę, który tylko zdziwiony wodził za mną wzrokiem. W końcu, chyba się zdenerwował, bo podszedł do mnie, chwycił mnie za ramię i przycisnął do ściany. Nie zareagowałem na to, nie patrząc się na Sasuke.
- Co. Ty. Odwalasz?! - warknął czarnooki, zaciskając boleśnie palce na moim ramieniu. Nadal nie reagowałem i tylko spuściłem wzrok na podłogę.
- Naruto! Czemu mnie ignorujesz? - drgnąłem, bo w głosie czarnowłosego zabrzmiał ból i smutek. Lecz, robiłem wszystko według strategii.... Mimo tego, do oczu zaczęły zbierać mi się łzy, które, po chwili, zaczęły spływać po policzkach. To zupełnie zbiło z tropu Uchihę,
- Naruto... Przecież wiesz, że... - zaczął czarnooki, ale ja nie pozwoliłem mu skończyć. Odepchnąłem Uchihę i otarłem oczy, po czym uśmiechnąłem się fałszywie.
- Wiem, że byłem tylko eksperymentem, Sasuke. Nie tłumacz się - powiedziałem cicho, nadal się "uśmiechając" - Wiem, że wczoraj byłeś pijany, więc nie traktuje twoich wyznań na poważnie. I jakby co... To będę w parku.
Po tych słowach, wybiegłem z pokoju, udając się do wyżej wymienionego miejsca. Usiadłem przed stawem.
[2 godziny później]
Wstałem z trawy i już miałem odejść, gdy zobaczyłem, że biegnie do mnie Ino. Kiedy znalazła się już przy mnie, uśmiechnęła się, ale tak fałszywie, że aż się lekko przestraszyłem.
- Naruto! Szukałam cię - oznajmiła i wtedy zauważyłem, jak zbliża się do nas powoli Sasuke. A za Ino stała dwójka drabów...
- O co chodzi? - spytałem niepewnie a blondynka pstryknęła palcami. Na ten gest jej draby chwyciły mnie pod pachy, unosząc lekko w powietrze. Zacząłem się wierzgać, ale to nic nie dało.
- Sasuke jest tylko mój, jasne? - spytała jadowicie dziewczyna a mi zaczęły napływać łzy do oczu.
- C-Cze... - chciałem spytać, ale nie zdążyłem, bo zostałem wrzucony do wody. Krzyknąłem, ale na nic. Zacząłem opadać na dno, coraz bardziej się dusząc. Ostatnie co zobaczyłem, to jakąś postać, nurkującą ku mnie...
poniedziałek, 10 czerwca 2013
Epizod XI
*Naruto*
Gdy siedziałem na fotelu i piłem piwo, wściekłość się we mnie gotowała. Kakashi zaprosił Irukę, Ino, Sakurę, Itachiego i (oczywiście) Sasuke. Kakashi w tej chwili gadał z Iruką, oczywiście, był już lekko wstawiony, Ino kłóciła się z Sakurą (zapewne o Sasuke), a Itachi rozmawiał przez telefon. W końcu Sasuke, iż znudziło mu słuchanie kłótni, usiadł w fotelu koło mnie. Popatrzyłem na niego spode łba i wróciłem do piwa.
- Co jest Naruto? Czemu się nie bawisz? - spytał pijany Sasuke.
- Spadaj.... Dobrze wiesz czemu się nie bawię! - mruknąłem pod nosem.
- Nie obrażaj się... To nie moja wina, że Kakashi postanowił zrobić tu imprezę! - tłumaczył się czarnowłosy. Pociągnąłem duży łyk alkoholu i przeniosłem się na kanapę. Sasuke od razu siadł koło mnie.
- Powiedziałem ; idź sobie!! - powiedziałem do Sasuke, który był coraz bliżej. Nagle, wpadł mi do głowy pomysł.
- Ino! Sasuke powiedział że woli ciebie! - wrzasnąłem. Od razu obie dziewczyny doskoczyły do nas i zaczęły obie mówić do Sasuke. Ja wymknąłem się i nie patrząc gdzie idę, wpadłem na Itachiego (już nie rozmawiał przez telefon). Uśmiechnąłem się do niego przepraszająco.
- Wybacz, Itachi. Nie zauważyłem cię - powiedziałem szybko. Starszy Uchiha nic nie odpowiedział i (co wydało mi się dziwne) złapał mnie za talię, po czym przyciągnął do siebie.
- Nic nie szkodzi, Naruto... - mruknął do mojego ucha. "No nie! Ty też?!" - pomyślałem, próbując uciec. Wtedy (na moje szczęście) Sasuke to zauważył i podszedł do nas, najwidoczniej wściekły.
*Sasuke*
Wściekłość przywróciła mnie do stanu trzeźwego. Podszedłem szybko do mojego brata, który robił coś Naruto. Blondynowi, jak widziałem, się to nie podobało. Chwyciłem Itachiego za ramię i odciągnąłem go od młotka. Popchnąłem brata na ścianę.
- Sasuke?! Co ci odwala?! - krzyknął na mnie zaskoczony Itachi. Nie odpowiedziałem i uderzyłem go pięścią w twarz. Chwycił się za szczękę, zdezorientowany i osunął się na podłogę. Pochyliłem się nad nim.
- Nigdy więcej nie zbliżaj się do Naruto - powiedziałem, tak żeby tylko on to usłyszał. Potem wyprostowałem się i popatrzyłem na zebranych.
- Co się tak gapicie?! Koniec imprezy, wynocha! - warknąłem. Wszyscy zaczęli wychodzić. Odwróciłem się w stronę Naruto.
- Jesteś cały? - spytałem.
- T-Tak... - odpowiedział, nie patrząc na mnie. Potem czmychął na górę.
- Pięknie.... Czyli się mnie boi... - mruknąłem pod nosem. Zerknąłem na brata, który leżał pod ścianą, nieprzytomny. Poszedłem na górę, do pokoju Naruto. Zapukałem delikatnie i uchyliłem drzwi. Blondyn leżał na łóżku, wpatrując się w sufit. Gdy zobaczył że tu jestem, w jego oczach pojawił się niepokój, lecz nie dał po sobie niczego poznać.
- Mogę wejść? - spytałem niepewnie i gdy niebieskooki pokiwał głową, wszedłem, zamykając za sobą drzwi. Podszedłem do łóżka i usiadłem na brzegu. Milczeliśmy.
- Słuchaj, Naruto... - zacząłem mówić.
- Nie, to ty posłuchaj - przerwał mi blondyn. Zamilkłem.
- Ja wiem, że byłeś wściekły. Ale to nie daje ci podstaw do bicia brata! - powiedział Naruto. Wściekłość znów się we mnie zagotowała.
- Nie daje? Nie daje?! CZYLI ON MOŻE PODWALAĆ SIĘ DO OSOBY, KTÓRĄ KOCHAM?! - wrzasnąłem, nie zastanawiając się co mówię. Naruto patrzył na mnie zaskoczony. Po chwili zorientowałem się co powiedziałem i poczułem że na policzki robią mi się gorące.
- "Którą kocham"....? - zapytał cicho blondyn. Nie odpowiedziałem, tylko pochyliłem głowę.
- Gdyby on ci coś zrobił.... Gdyby cię w jakiś sposób skrzywdził.... - powiedziałem, prawie szepcząc - To nie wiem co bym mu zrobił.....
Po tym, podniosłem głowę i zobaczyłem że Naruto patrzy się na mnie.
- Rozumiem.... Ale nie powinieneś go bić, wiesz? - powiedział. W jego oczach nie było już niepokoju, malowała się w nich radość.
piątek, 7 czerwca 2013
Epizod IX
* Naruto*
Obudziłem się rano, w swoim łóżku. Niby wszystko okej, ale gdy spróbowałem wstać, okazało się że nie mogę. Powodem był okropny ból w biodrach, oraz Sasuke przyklejony do mnie. Drań nadal spał. Przez chwilę zastanawiałem się nad tym bólem a potem wszystko sobie przypomniałem. Odkleiłem od siebie delikatnie Sasuke, po czym popędziłem do łazienki. Myślałem nad tym co się stało, pochylając się nad muszlą klozetową. Zapomniałem zamknąć drzwi, więc po chwili stanął w nich niezadowolony Uchiha. Nie zwróciłem na niego uwagi. Po minucie skończyłem rzygać i podniosłem się z kolan. Sasuke podszedł do mnie i objął mnie ramieniem.
- Naruto, wszystko w porządku? - spytał cicho. Odsunąłem się od niego bez słowa i podszedłem do łóżka.
- Naruto...? - Uchiha był wyraźnie zdezorientowany. Starałem się nie okazywać bólu który czułem.
- Sasuke, czy my to... - urwałem w tym miejscu. Odwróciłem się powoli przodem do czarnowłosego. Chłopak pokiwał powoli głową. Popatrzyłem na niego z przerażeniem. Usiadłem na łóżku i ukryłem twarz w dłoniach.
- O Boże.... - wyszeptałem i podniosłem wzrok na Sasuke. Drań znowu miał kamienną minę. W tej samej chwili uświadomiłem sobie, że oboje jesteśmy nadzy. Na szczęście Uchiha, jako że twarz miałem w dłoniach, nie mógł zobaczyć że się rumienię. Podszedłem szybko do komody, wziąłem rzeczy i poszedłem do łazienki. Sasuke nie powiedział ani słowa. Zamknąłem drzwi i szybko założyłem na siebie rzeczy. Wyszedłem i starając się nie patrzeć na Uchihę, podszedłem do drzwi. Gdy rękę miałem już na klamce, do głowy przyszło mi jedno pytanie.
- Chciałbym wiedzieć jedno. Jestem dla ciebie czymś poważniejszym, czy byłem tylko zabawką?? - zapytałem, nie odwracając się przodem do Sasuke. Nie odpowiedział.
- Wiedziałem. Jest tak jak myślałem - gdy mówiłem, starałem się by nie usłyszał nuty zawodu w moim głosie. Potem otworzyłem drzwi i zszedłem na dół.
Epizod X
*Sasuke*
Wpatrywałem się w drzwi, przez które wyszedł Naruto. Wiedziałem że go zraniłem, ale nic na to nie powiedziałem. W tej chwili, przeklinałem się w duchu. Podszedłem szybko do drzwi, otworzyłem je i zbiegłem na dół. Naruto tu nie było. Pełen złych przeczuć, wybiegłem na dwór i prędko podszedłem do drzwi domu Itachiego. Zapukałem a po chwili drzwi otworzył mi brat. Uśmiechnął się na mój widok.
- Cześć Sasuke!! Co tam u ciebie? - zapytał.
- Cześć. Mogę wejść? - miałem tylko nadzieję że Naruto tu jest. Itachi pokiwał głową i wpuścił mnie do środka. Mój brat zamknął drzwi i podszedł do kanapy na której zaraz usiadł.
- Więc, braciszku, co cię do mnie sprowadza? - zapytał. Wyczułem w jego głosie niepokój.
- Jest tu Naruto? - moje pytanie wyraźnie zaniepokoiło Itachiego.
- Nie, nie ma go tutaj - odpowiedział spokojnie.
- Nie kłam mi w żywe oczy - syknąłem, po czym wszedłem po schodach na górę. Itachi krzyczał za mną, żebym tam nie szedł. Chwyciłem za klamkę i otworzyłem szeroko drzwi. Na łóżku siedział Naruto i patrzył na mnie zdezorientowany. Zalała mnie fala ulgi, ale tego nie okazałem. Udawałem wściekłego. Podszedłem szybko do blondyna i chwyciłem go za nadgarstek.
- Idziemy - warknąłem i pociągnąłem go za sobą.
- Sasuke! - krzyknął przestraszony Naruto. Zeszliśmy po schodach. Już byłem przy drzwiach, nadal trzymając nadgarstek Uzumakiego, gdy drogę zastąpił mi brat.
- Sasuke, puść Naruto - powiedział, ledwo kryjąc złość. Prychnąłem i odepchnąłem go lekko na bok. Znowu pociągnąłem blondyna za sobą i wyszedłem na dwór. Gdy byliśmy pod domem Uzumakiego, otworzyłem drzwi i wepchnąłem go do środka. Zatrzasnąłem drzwi i popatrzyłem na Naruto. W jego oczach malował się żal i zawód. Westchnąłem ciężko i podszedłem do niebieskookiego.
- Powiedziałem ci to już wcześniej i powtórzę jeszcze raz. Nigdy więcej mi tak nie znikaj - mówiąc to oparłem swoje czoło o jego.
- Ale... - Naruto zaczął mówić i urwał. Zagryzł górną wargę, co świadczyło o tym że będzie płakał.
- O nie. Ani mi się waż. Nie płacz mi tutaj - uniosłem jego brodę do góry i nim się obejrzał, pocałowałem go.
*Naruto*
Czekałem spokojnie aż pocałunek się skończy. Gdy to nastąpiło, oparłem głowę o jego ramię. Po chwili, jako że nie usłyszałem trzasku otwieranych drzwi dało się słyszeć cichutki śmiech. Zerknąłem nad ramieniem Sasuke i zobaczyłem... Kakashiego. Odskoczyłem szybko od Uchihy i zrobiłem się czerwony na twarzy. Sasuke obrócił się przodem do Kakashiego. Ja zaś wpatrywałem się w podłogę.
- No cześć, gołąbeczki! - przywitał się mój "lekko" zboczony przyjaciel. Podniosłem wzrok i zobaczyłem że Kakashi trzyma w ręku reklamówkę. To znaczyło tylko jedno. Ten debil postanowił urządzić imprezę! Wymamrotałem pod nosem "cześć". Sasuke przywitał się normalnie.
- Kakashi, co ty w ogóle tutaj robisz? Myślałem że jesteś w Ameryce - zadałem w końcu to nurtujące mnie pytanie.
- Aaa, pomyślałem sobie że odwiedzę kumpla! I przy okazji urządzę imprezę! - wyjaśnił. Sasuke, jak to on, wiedział że nie jestem z tego szczęśliwy i powiedział że to świetny pomysł.
wtorek, 4 czerwca 2013
Epizod VIII
Bolało. Jak cholera.
Epizod VII
*Sasuke*
Nie mogłem uwierzyć w to co usłyszałem. Przecież ja mu nic nie zrobiłem!! Chyba... Chyba że chodzi mu o to co wydarzyło się w sypialni... Ale do niczego przecież nie doszło! To był tylko pocałunek... W jednej chwili zmieniłem wyraz twarzy na zimny. Naruto znowu się cofnął a ja zrobiłem krok w jego stronę. W jego oczach zobaczyłem strach.
- Naruto... Ja ci nic nie robię - powiedziałem. Blondyn zmrużył oczy.
- Tak? A to w sypialni to co to miało być?! - spytał, lekko podnosząc głos. Nie odpowiedziałem a Naruto pochylił lekko głowę do przodu. Albo mi się wydawało, albo zobaczyłem na jego policzkach łzy.
- Tak myślałem... - powiedział cicho. Wyminął mnie i pobiegł szybko po schodach do swojego pokoju. Nie ruszyłem się z miejsca. Po chwili, poszedłem za Naruto. Wszedłem cicho do jego pokoju, było zgaszone światło. Usłyszałem łkanie, odbiegające od strony łóżka. Namacałem na ścianie włącznik i zapaliłem światło. Blondyn leżał wtulony w poduszkę, płacząc. Podszedłem do niego i usiadłem obok niego. Zachował się tak, jakby mnie tam nie było. Odwróciłem go delikatnie na plecy. Nie patrzył na mnie i nadal łkał. Pogłaskałem go po policzku. Popatrzył na mnie ze łzami w oczach. Pochyliłem się nad nim i musnąłem ustami jego czoło.
- Przepraszam, Naruto... Przepraszam - wyszeptałem, delikatnie się od niego odsuwając. Nagle, chłopak zarzucił mi ręce na szyję i przytulił. Odwzajemniłem uścisk, gładząc po plecach. Nawet nie zorientowałem się, gdy zasnęliśmy.
poniedziałek, 3 czerwca 2013
Epizod VI
Epizod V
- No co? Czemu się tak gapicie? - zapytałem, nie wiedząc o co im chodzi. Po chwili ciszy pierwszy odezwał się Sasuke.
- N-Naruto..... Ale...Co....Jak...? - wykrztusił. Spojrzałem na niego zimnym wzrokiem. Wciąż miałem świeżo w pamięci ostanie wydarzenia.
- Co, jakiś problem, Uchiha? - syknąłem na niego. "Spokojną" rozmowę przerwał nam psycholog.
- Hm...Więc, Naruto, nie wiesz dlaczego tu jesteś? - zapytał się ostrożnie.
- No. Nie mam pojęcia. - odwróciłem już normalny wzrok na niego.
- Ciekawe..... A bo widzisz chłopcze, tak jakby zamknąłeś się w sobie....
- Aaa.... A bo widzi pan to jego wina. - powiedziałem wskazując na Sasuke.
- Tak? A mogę wiedzieć dlaczego?
- A dlatego, że ten głupek postanowił nagle wyjechać, po tym jak wrócił - odpowiedziałem naburmuszony. Do rozmowy wtrącił się Sasuke.
- I to wcale nie świadczy, że to moja wina..... Ja to wyjaśnię. Po prostu się pokłóciliśmy i uznałem że najlepiej dla Naruto będzie, jak zerwę z nim kontakt i-- - wyjaśniał Sasuke póki mu nie przerwałem.
- Najlepiej dla mnie? Co cię na mózg powaliło?! Chyba najlepiej dla ciebie! - powiedziałem wkurzony. Sasuke milczał. Do dyskusji włączył się psycholog.
- Więc jak to było, panie Uchiha? - zapytał się spokojnie. Sasuke spojrzał na niego.
- Noo....... - zaczął - ...Było tak jak powiedziałem - powiedział. Prychnąłem ze złością.
- Nie, no nie wytrzymam z nim..... A mi tu kaktus rośnie wiesz Sasuke? Ja stąd spadam. Nara. - powiedziałem i wyszedłem nim ktokolwiek zdołał mnie powstrzymać. Zbiegłem szybko po schodach, o mało nie skręcając karku i wskoczyłem do samochodu. Pojechałem szybko do domu, walcząc z gniewem. Dojechałem na miejsce, wysiadłem z samochodu i wszedłem do mieszkania, trzaskając drzwiami. Usiadłem na kanapie i włączyłem telewizor. Po kilku godzinach bezsensownego gapienia się w ekran, zasnąłem. Obudził mnie trzask drzwi, lecz nadal leżałem, nie otwierając oczu. Usłyszałem jak dwie osoby ze sobą rozmawiają. Docierały do mnie tylko urywki zdań.
- ......najlepsze rozwiązanie? - to był głos Sakury. Po chwili usłyszałem kroki i hałas odwieszania kurtek.
- Tak, to będzie dla niego dobre - a to był Uchiha. Nie miałem wątpliwości że mówią o mnie. Ledwo powstrzymałem się, żeby nie zerwać się z kanapy i wydrzeć się na nich. Sasuke chyba zbliżał się do kanapy, tak przynajmniej sugerowały kroki. Poczułem że na mnie patrzy. Po krótkiej chwili (zdecydowanie za krótkiej), wziął mnie na ręce.
- Zabiorę go na górę, do pokoju - wyjaśnił Sakurze. Ta nic nie powiedziała, co znaczyło że raczej pokiwała głową. Sasuke zaniósł mnie na górę i położył delikatnie na łóżku. Nie zareagowałem, lecz do oczu zbierały mi się łzy. Zacząłem z nimi walczyć, by nie ujawnić, że nie śpię. Otworzyłem delikatnie oczy i zobaczyłem że Sasuke szuka dla mnie piżamy. Przymknąłem powieki, gdy odwracał się z powrotem do mnie. Po chwili przebrał mnie. Odetchnąłem z ulgą w duchu, gdy skończył. Poczułem że usiadł koło mnie i zaczął się bawić moimi włosami. Postanowiłem wkroczyć do akcji. Odemknąłem powieki i popatrzyłem nieprzytomnie (przynajmniej się starałem) na Uchihę. Ten szybko odsunął się ode mnie.
- Sasuke...? A co ty tu robisz...? - wymamrotałem, lecz w środku gotowała się we mnie wściekłość. Czarnowłosy odwrócił wzrok.
- Nic.... A ty czemu nie śpisz? - zapytał szybko. "Nie odwracaj kota ogonem, Uchiha!" - pomyślałem ze złością.
- Bo mnie obudziłeś, draniu! - powiedziałem, udając oburzonego. Sasuke zaczął się śmiać.
niedziela, 31 marca 2013
Epizod IV
- Słuchaj Naruto, przykro mi ale swojej decyzji nie zmienię. Wyjeżdżam natychmiast. Żegnaj - powiedział tylko Sasuke i wyszedł. Rzuciłem się za nim lecz niestety nie zdążyłem wyjść kiedy drzwi były otwarte i przywaliłem w nie głową. Roztarłem miejsce po uderzeniu.
- S-Sasuke..... - to było jedyne co powiedziałem. Wróciłem na fotel i wpatrywałem się w podłogę.
Nie wiem ile już tak siedziałem. Usłyszałem pukanie do drzwi ale nie zareagowałem. Ktoś zapukał głośniej a gdy znowu nie uzyskał odpowiedzi otworzył drzwi i wszedł. Była to Sakura. Nadal nie reagowałem. Różowo-włosa podeszła do mnie i kucnęła przed fotelem.
- Naruto? Halo jesteś tu? - pomachała mi ręką przed oczami. Zero reakcji. Chwyciła mnie za ramiona.
- Naruto! Weź się ocknij! Naruto! - potrząsała mną przy każdym słowie.
- S-Sasuke..... - powiedziałem przez chwilę na nią patrząc a potem powracając do poprzedniego stanu.
- Co Sasuke? Naruto! Odpowiedz do cholery! - krzyknęła.
- W-Wyjechał.... - odpowiedziałem lecz nie zmieniając stanu. Potem zamilkłem i nic już nie mówiłem.
- Cholera.....Nie możesz przez niego wpadać w depresję! - puściła moje ramiona i podeszła do telefonu. Wybrała numer i czekała aż ktoś odbierze.
- Halo? Sasuke, tu Sakura. Musisz wrócić. Z Naruto jest coś nie tak. - oznajmiła i dała głosowi w słuchawce mówić.
- Nie wiem. Nie rusza się i milczy. Wpatruje się w podłogę. Zupełnie jakby miał depresję lub załamanie nerwowe. Proszę cię wróć, może ty coś zdziałasz - powiedziała błagalnym głosem. Ktoś po drugiej stronie (wiecie nie kontaktowałem wtedy) znowu coś powiedział i rozłączył się. A ja nadal zero reakcji. Sakura siadła na kanapie.
- Trzymaj się Naruto.... - szepnęła patrząc na mnie.
Drzwi otworzyły się po raz kolejny. Był już chyba środek nocy. Ja, oczywiście nadal na fotelu i zero kontaktu. Sakura, która zdrzemnęła się na kanapie, obudziła się i popatrzyła kto przyszedł.
- Dzięki bogu że już jesteś, Sasuke - powiedziała z ulgą.
- Przyjechałem jak najszybciej się dało. Co z nim? - usłyszałem ten cichy, zimny acz przyjazny głos.
- Siedzi tak odkąd postanowiłeś wyjechać. Zero kontaktu ze światem zewnętrznym - oznajmiła ze smutkiem Sakura. Sasuke podszedł do mnie i podniósł mnie z fotela. Posłusznie wstałem. Nie wierzyłem że wrócił.
- Naruto. Jestem tu rozumiesz? Nie wyjechałem. Jestem przy tobie. - próbował mnie "obudzić". Drgnąłem i poszukałem wzrokiem dookoła jakbym go nie widział. Sasuke popatrzył mi w oczy. Odwzajemniłem spojrzenie. Nadal nie wierzyłem że to on.
- Sasuke..... - powiedziałem bezgłośnie.
- Tak Naruto. To ja - powiedział łagodnie i objął ramionami. Stałem tak bez ruchu aż w końcu się w niego wtuliłem. Chyba mu ulżyło. Odsunął mnie od siebie i popatrzył na Sakurę.
- Chyba już z nim w porządku - oznajmił Sakurze.
- Całe szczęście.....Chociaż... - niepewnie powiedziała Sakura wskazując na mnie. Odkąd Sasuke mnie puścił znowu przestałem kontaktować
- Chyba jednak nie jest do końca w porządku..... - wyraziła swoją opinię Sakura.
- Cholera..... Ubieraj się - rzucił do dziewczyny.
- C-Co? Gdzie jedziemy...?
- Do psychologa. Musimy znaleźć przyczynę jego zachowania - powiedział zdecydowanie Sasuke i chwycił mnie za ramię. Momentalnie spojrzenie zrobiło mi się przytomne.
- Gdzieś jedziemy? - spytałem. Zaskoczona dwójka popatrzyła na mnie. Sasuke puścił moje ramie. Oczy zamglone, zero kontaktu. Sakura podeszła do mnie i chwyciła moją rękę ciągnąc mnie do samochodu. Poczłapałem za nią nadal nie reagując. Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy. Około pół godziny później byliśmy na miejscu. Nie wiem jak ani kiedy znalazłem się w gabinecie psychologa. Usadzili mnie na fotelu.
- Więc jaki jest problem? - zapytał się mężczyzna.
- Problem w tym że przestał kontaktować ze światem zewnętrznym - oznajmił szybko Sasuke.
- Hm....Mi to wygląda na to że chłopak zamknął się w sobie. Czy ostatnio były dla niego jakieś dramatyczne lub szokujące wydarzenia? - zapytał się psycholog. Sasuke i Sakura spojrzeli niepewnie na siebie.
- M-Można tak powiedzieć..... - powiedziała niepewnie Sakura.
Arigato gozaimasu za czytanie! Mam nadzieję że się podobało!!
sobota, 30 marca 2013
Epizod III
Enjoy!
Wróciłem do domu i położyłem się na łóżku. Po chwili jednak podniosłem się i otworzyłem szafkę komody. Pogrzebałem pod ubraniami i znalazłem to czego szukałem. Był to pożegnalny list od Sasuke.
Powiem jedno. Zapomnij o mnie. Są marne szanse abym wrócił.
- Przecież widzę że nie jest w porządku.
- To źle widzisz - odburknąłem. Sasuke roześmiał się cicho. Otarł mi kciukami łzy.
- To powiesz co się stało? - zapytał patrząc mi w oczy. Pokiwałem głową i wstałem. Otarłem oczy rękawem. Sasuke wstał również.
- No bo...... - przełknąłem ślinę - Po tym jak wysłałeś mi ten list......Czułem się jakby z mojego życia coś znikło......W moim sercu była dziura....I nie umiałem jej zapełnić......
Sasuke słuchał uważnie.
- Ale teraz jestem. W czym problem? - zapytał, nie rozumiejąc moich uczuć. Popatrzyłem na niego. Wściekłość powróciła.
- W czym problem? - zapytałem cicho, ze złością - Ty się pytasz w czym problem?! Problem w tym że mnie zostawiłeś do cholery! I teraz nagle wracasz?! To pomyśl jak ja się teraz czuje, tępaku!!! - wydarłem mu się prosto w twarz. Sasuke był zdezorientowany.
- A-Ale.... - próbował coś powiedzieć jednak ja mu nie dałem, drąc się dalej.
- POMYŚL TEŻ O KIMŚ A NIE TYLKO O SOBIE PIEPRZONY EGOISTO!!! - po tych słowach pobiegłem na dół i wybiegłem z domu, łapiąc tylko kurtkę.
- Naruto! Zaczekaj do cholery! - Sasuke krzyczał goniąc mnie. Nie posłuchałem tylko biegłem dalej.
- Naruto!! - słyszałem jego krzyk coraz bardziej z oddali. Przyspieszyłem. "Pieprzony egoista....Myśli tylko o sobie...." - myślałem biegnąc dalej. Nagle na kogoś wpadłem. Spojrzałem kto to i zobaczyłem Sakurę. Leżała na ziemi po tym jak na nią wpadłem. Pomogłem jej się podnieść.
- Watashi o yurusu, Sakura. Byłem zamyślony. - przeprosiłem. Sakura otrzepała się a potem uśmiechnęła.
- Nie szkodzi, Naruto. Coś się stało? - zapytała widząc wyraz mojej twarzy.
- Aa, nic takiego - skłamałem - Wiesz, właśnie szedłem na ramen. Poszłabyś ze mną?
- Wybacz Naruto lecz spieszę się trochę - odpowiedziała.
- W porządku. Do zobaczenia Sakurcia - pożegnałem się.
- Do zobaczenia Naruto! - uśmiechnęła się i odeszła. Wsadziłem ręce do kieszeni i poszedłem dalej.
Sakura podeszła do drzwi domu Naruto.Chciałą sprawdzić czy to przez Uchihę Naruto był taki roztargniony. Zapukała. Usłyszała kroki i zgrzyt otwieranego zamka. Drzwi otworzyły się i Sakura mogła zobaczyć Sasuke. Uchiha czekał aż Sakura. coś powie.
- Um....Hej Sasuke. Mogę wejść? Chciałabym pogadać.
- Pewnie, wchodź. - odsunął się żeby Sakura mogła wejść. Dziewczyna siadła na kanapie a Sasuke na fotelu.
- Sasuke.....Co zrobiłeś Naruto?
piątek, 29 marca 2013
Epizod II
Epizod I
Enjoy!
(Jak coś jest napisane w cudzysłowu to są to myśli czyjeś najczęściej Naruto).
Obudziły mnie promienie wpadające do pokoju. Otworzyłem oczy i zobaczyłem różowo-włosą dziewczynę stojącą przy zasłonach. Obróciłem się z pomrukiem który miał oznaczać : "Jeszcze chwilę...". Jednak Sakura nie zwróciła na to uwagi i podeszła do mnie.
- Wstawaj Naruto! Już po dziesiątej! - wrzasnęła na mnie wyszarpując mi kołdrę.
- Za wcześnie.... - odmruknąłem. Odwróciła się i poszła na dół. Ucieszyłem się że będę miał spokój. Niedoczekanie moje....Wróciła z szklanką wody. Zapewne zimnej. Nie otwarłem oczu więc tego nie zauważyłem. Stanęła nade mną i wylała zawartość szklanki na mnie. Otworzyłem szeroko oczy i wyskoczyłem z łóżka.
- Powaliło cię?! - wrzasnąłem na nią. Uśmiechnęła się, pewnie dumna z siebie. Warknąłem na nią. Roześmiała się.
- Cicho bądź i idź się ubierać, Naruto. - odpowiedziała na moje wrzaski. Ciągle zły chwyciłem rzeczy które mi przygotowała i poszedłem do łazienki się przebrać. "Co ona sobie myśli.....Żeby mnie tak budzić...." - myślałem. (Niewyspany Naruto - Niezadowolony Naruto). Wyszedłem z łazienki ubrany. Sakury tu nie było a łóżko było pościelone. Zszedłem na dół trzymając ręce w kieszeniach, zgarbiony. Sakura przygotowała śniadanie podczas gdy się przebierałem. Spojrzałem na nią wilkiem na co ona wyszczerzyła do mnie zęby.
- Po co w ogóle tak wcześnie obudziłaś, Sakura...? - burknąłem do niej. Zawahała się przed odpowiedzią.
- No....bo musimy pojechać na...lotnisko.
- Na lotnisko? A co ktoś przyjeżdża? - zapytałem się patrząc jej w oczy. Uciekła wzrokiem na podłogę.
- No...tak jakby. Ale nie powiem ci kto. To niespodzianka! - spojrzała na mnie i wyszczerzyła się ponownie. Przewróciłem oczami. Zabrałem się za jedzenie. Gdy skończyłem, Sakura złapała moją rękę, moje kluczyki do auta i klucze do domu. Poszedłem posłusznie za nią, nie mając innego wyboru. Zamknęliśmy dom i wsiedliśmy do auta. Pojechaliśmy na lotnisko. Wysiadłem z auta, zablokowałem je (bo odzyskałem klucze), i poczłapałem za Sakurą nadal niewyspany. Czekaliśmy na samolot który po jakimś czasie (po pieprzonych 2 godzinach) wylądował. Sakurcia aż skakała z radości. Westchnąłem w duchu przeklinając ją za obudzenie mnie. W końcu z samolotu zaczęli wysiadać pasażerowie. Nie patrzyłem na nich (tylko w ziemię) więc nie widziałem kto wysiada.
- Witajcie....Długo czasu się nie widzieliśmy - usłyszałem znajomy, znienawidzony głos. Podniosłem głowę i spojrzałem w te czarne, przeklęte oczy. Zmrużyłem swoje własne.
- A ty co tu robisz, Uchiha? - zapytałem z wściekłością. Sasuke popatrzył na mnie jak na młotka (zresztą za niego mnie uważał).
- Wróciłem, a co spodziewałeś że nie wrócę Uzumaki? - zapytał z drwiną w głosie.
- Można tak powiedzieć. Dlaczego wróciłeś? Po co? - wściekłość narastała w moim głosie. Sakura była zdezorientowana.
- Um....Naruto..... - zaczęła niepewnie. Spojrzałem na nią i skojarzyłem fakty.
- Sakura! Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?! - wydarłem się na nią. Cofnęła się o krok.
- Bo wiedziałam że się musiałabym cię zaciągać siłą. - odparła już pewniejszym głosem.
- Osz ty.... - mruknąłem pod nosem, nadal wściekły.
- Więc? Pójdziemy stąd czy dalej będziecie się kłócić? - wtrącił się Sasuke. Spojrzałem na niego wściekły i poszedłem do samochodu bez słowa. " Jak mógł wrócić po tym co zrobił.....Pieprzony Uchiha...." - myślałem, a wściekłość we mnie rosła z każdą chwilą. Wsiedliśmy do auta. Ruszyłem, może nieco zbyt gwałtownie.
- Naruto! Koncentruj się na jeździe! - upomniała mnie Sakura. "Taa....I jak tu się do jasnej cholery koncentrować?! " Mimo mojej wściekłości skupiłem się na jeździe. Jakoś dojechaliśmy do domu. Wysiadłem trzaskając drzwiczkami auta. Wszedłem do domu i usiadłem się na kanapie. Sasuke usiadł na fotelu ze swoim bagażem.
- A ty tu jeszcze co robisz? - warknąłem na niego. Nie zareagował.
- Naruto, teraz bądź spokojny - ostrzegła mnie Sakura - Widzisz, Sasuke musi przez jakiś czas z tobą pomieszkać bo nie ma jeszcze swojego mieszkania. Przez chwilę trawiłem jej słowa. Poderwałem się z kanapy.
- ŻE CO DO CHOLERY JASNEJ?!! - wydarłem się. Sasuke wstał gwałtownie i uderzył mnie w policzek. Od razu ochłonąłem i stałem tam zdezorientowany czując pieczenie w miejscu gdzie Uchiha mnie uderzył.
- A-Ale za co...? - zapytałem cicho. Sasuke nie odpowiedział. Sakura położyła swoje ręce na moich ramionach.
- Uspokój się Naruto. Wiem że jesteś wściekły ale tak musi być. Rozumiesz? - popatrzyła mi w oczy.
- Dlaczego nie może zamieszkać z Itachim? - zapytałem się jeszcze. Sakura przygryzła wargi.
- No...Bo nie. Będzie mieszkał z tobą, jasne?
- Jasne, jasne.... - naburmuszyłem się. Sakura odsunęła się ode mnie i było widać że jej ulżyło.
- Ta....To ja idę do swojego pokoju....Pa Sakurcia. - pożegnałem się z nią ignorując Uchihę i poszedłem na górę. Legnąłem się na łóżko. Wpatrywałem się w sufit. Nadal byłem wściekły. Usłyszałem ciche pukanie do drzwi.
- Proszę - burknąłem. Do pokoju wszedł Sasuke. Od razu spiąłem mięśnie i podniosłem się do pozycji siedzącej.
- Czego chcesz? - zapytałem nieufnie. Uchiha nic nie powiedział tylko siadł na łóżku.
- Pogadać. - odpowiedział spokojnie. Prawie na niego warknąłem.
- O czym chcesz gadać do cholery?
- O tym dlaczego tak się zachowałeś jak mnie zobaczyłeś na lotnisku.
- A jak myślisz? Wysil tą swoją mózgownicę - teraz to na niego warknąłem. Popatrzył mi w oczy.
- Dlatego że wyjechałem?
- Nie....
- To dlaczego?