niedziela, 31 marca 2013

Epizod IV

Moshimoshi was w tak pięknym dniu. Kolejny epizod dla moich kochanych czytelników!
Enjoy!
                                                                            
                                                                            

Sasuke wstał gwałtownie. Sakura się trochę przestraszyła. Uchiha zaczął chodzić nerwowo po pokoju.
- Ja mu nic nie zrobiłem! Sam uciekł! Po prostu się pokłóciliśmy, a raczej to on zaczął się drzeć na mnie! - odpowiedział szybko. Sakura też wstała.
- Rozumiem. Lecz wydaje mi się że powinieneś go przeprosić, niezależnie od tego o co się pokłóciliście - powiedziała Sakura po czym skierowała się do wyjścia. Usłyszała jeszcze jednak cichy głos.
- Dziękuję - odparł Sasuke. Sakura tylko kiwnęła głową i wyszła. " Cholera mnie bierze przy tym Naruto.... " - pomyślał i westchnął. Usiadł na kanapie biorąc książkę Uzumakiego. Zatopił się w lekturze.

                                                                                  
                                                                                  

*Naruto*
Wyszedłem z budki z ramen. Byłem już wkurzony na maksa. Włożyłem ręce do kieszeni i poszedłem do domu. Przy okazji kopnąłem jakiś kamyk. Gdy stanąłem przed drzwiami wziąłem głęboki oddech. Otworzyłem je i wszedłem do środka. Zobaczyłem że Sasuke leżał na kanapie czytając jakąś książkę. Gdy mnie zauważył poderwał się z kanapy. Otworzył usta by coś powiedzieć ale go wyminąłem i siadłem na fotelu włączając telewizor. Sasuke popatrzył się przez chwilę na mnie a potem wyrwał mi pilota i wyłączył telewizor. 
- Ej! Oglądałem! - oznajmiłem trochę zimnym tonem. Sasuke wzruszył ramionami. 
- A ja chciałem porozmawiać jednak ty mnie zignorowałeś. Nie pozwolę ci zostawić tej sprawy bez słowa! - krzyknął. Wstałem a Uchiha wstał także. Chwycił mnie za ramiona. Popatrzyłem w podłogę.
- Słuchaj Naruto. nie wiem co zrobiłem źle ale przepraszam. Najlepiej będzie jak wyjadę. Wtedy-- 
- "Jak wyjadę"....? Że co do jasnej cholery?! Znowu?! Dopiero wróciłeś!! Nie myśl że uciekanie od problemów ci pomoże! - wrzasnąłem ale Sasuke mnie nie słuchał. Poszedł na górę po bagaż. Siadłem w fotelu, zdezorientowany. Po jakimś czasie Sasuke zszedł na dół z walizką. Wstałem.
- Słuchaj Naruto, przykro mi ale swojej decyzji nie zmienię. Wyjeżdżam natychmiast. Żegnaj - powiedział tylko Sasuke i wyszedł. Rzuciłem się za nim lecz niestety nie zdążyłem wyjść kiedy drzwi były otwarte i przywaliłem w nie głową. Roztarłem miejsce po uderzeniu.
- S-Sasuke..... - to było jedyne co powiedziałem. Wróciłem na fotel i wpatrywałem się w podłogę.
                                                                            
                                                                            

Nie wiem ile już tak siedziałem. Usłyszałem pukanie do drzwi ale nie zareagowałem. Ktoś zapukał głośniej a gdy znowu nie uzyskał odpowiedzi otworzył drzwi i wszedł. Była to Sakura. Nadal nie reagowałem. Różowo-włosa podeszła do mnie i kucnęła przed fotelem.
- Naruto? Halo jesteś tu? - pomachała mi ręką przed oczami. Zero reakcji. Chwyciła mnie za ramiona.
- Naruto! Weź się ocknij! Naruto! - potrząsała mną przy każdym słowie.
- S-Sasuke..... - powiedziałem przez chwilę na nią patrząc a potem powracając do poprzedniego stanu.
- Co Sasuke? Naruto! Odpowiedz do cholery! - krzyknęła.
- W-Wyjechał.... - odpowiedziałem lecz nie zmieniając stanu. Potem zamilkłem i nic już nie mówiłem.
- Cholera.....Nie możesz przez niego wpadać w depresję! - puściła moje ramiona i podeszła do telefonu. Wybrała numer i czekała aż ktoś odbierze.
- Halo? Sasuke, tu Sakura. Musisz wrócić. Z Naruto jest coś nie tak. - oznajmiła i dała głosowi w słuchawce mówić.
- Nie wiem. Nie rusza się i milczy. Wpatruje się w podłogę. Zupełnie jakby miał depresję lub załamanie nerwowe. Proszę cię wróć, może ty coś zdziałasz - powiedziała błagalnym głosem. Ktoś po drugiej stronie (wiecie nie kontaktowałem wtedy) znowu coś powiedział i rozłączył się. A ja nadal zero reakcji. Sakura siadła na kanapie.
- Trzymaj się Naruto.... - szepnęła patrząc na mnie.

                                                                                  
                                                                                  

Drzwi otworzyły się po raz kolejny. Był już chyba środek nocy. Ja, oczywiście nadal na fotelu i zero kontaktu. Sakura, która zdrzemnęła się na kanapie, obudziła się i popatrzyła kto przyszedł.
- Dzięki bogu że już jesteś, Sasuke - powiedziała z ulgą.
- Przyjechałem jak najszybciej się dało. Co z nim? - usłyszałem ten cichy, zimny acz przyjazny głos.
- Siedzi tak odkąd postanowiłeś wyjechać. Zero kontaktu ze światem zewnętrznym - oznajmiła ze smutkiem Sakura. Sasuke podszedł do mnie i podniósł mnie z fotela. Posłusznie wstałem. Nie wierzyłem że wrócił.
- Naruto. Jestem tu rozumiesz? Nie wyjechałem. Jestem przy tobie. - próbował mnie "obudzić". Drgnąłem i poszukałem wzrokiem dookoła jakbym go nie widział. Sasuke popatrzył mi w oczy. Odwzajemniłem spojrzenie. Nadal nie wierzyłem że to on.
- Sasuke..... - powiedziałem bezgłośnie.
- Tak Naruto. To ja - powiedział łagodnie i objął ramionami. Stałem tak bez ruchu aż w końcu się w niego wtuliłem. Chyba mu ulżyło. Odsunął mnie od siebie i popatrzył na Sakurę.
- Chyba już z nim w porządku - oznajmił Sakurze.
- Całe szczęście.....Chociaż... - niepewnie powiedziała Sakura wskazując na mnie. Odkąd Sasuke mnie puścił znowu przestałem kontaktować
- Chyba jednak nie jest do końca w porządku..... - wyraziła swoją opinię Sakura.
- Cholera..... Ubieraj się - rzucił do dziewczyny.
- C-Co? Gdzie jedziemy...?
- Do psychologa. Musimy znaleźć przyczynę jego zachowania - powiedział zdecydowanie Sasuke i chwycił mnie za ramię. Momentalnie spojrzenie zrobiło mi się przytomne.
- Gdzieś jedziemy? - spytałem. Zaskoczona dwójka popatrzyła na mnie. Sasuke puścił moje ramie. Oczy zamglone, zero kontaktu. Sakura podeszła do mnie i chwyciła moją rękę ciągnąc mnie do samochodu. Poczłapałem za nią nadal nie reagując. Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy. Około pół godziny później byliśmy na miejscu. Nie wiem jak ani kiedy znalazłem się w gabinecie psychologa. Usadzili mnie na fotelu.
- Więc jaki jest problem? - zapytał się mężczyzna.
- Problem w tym że przestał kontaktować ze światem zewnętrznym - oznajmił szybko Sasuke.
- Hm....Mi to wygląda na to że chłopak zamknął się w sobie. Czy ostatnio były dla niego jakieś dramatyczne lub szokujące wydarzenia? - zapytał się psycholog. Sasuke i Sakura spojrzeli niepewnie na siebie.
- M-Można tak powiedzieć..... - powiedziała niepewnie Sakura.

KONIEC EPIZODU IV
                                                                        
                                                                        
Arigato gozaimasu za czytanie! Mam nadzieję że się podobało!!

sobota, 30 marca 2013

Epizod III

Ohayogozaimasu! Tak znowu ja, wiem jak się cieszycie ^.^ !! Oddaję w wasze łapki kolejny epizod, pisany trochę na szybko.
Enjoy!

                                                                          
                                                                          

Wróciłem do domu i położyłem się na łóżku. Po chwili jednak podniosłem się i otworzyłem szafkę komody. Pogrzebałem pod ubraniami i znalazłem to czego szukałem. Był to pożegnalny list od Sasuke.
Wybacz Naruto że tak nagle lecz
Przepraszam że bez słowa ale
Powiem jedno. Zapomnij o mnie. Są marne szanse abym wrócił.



Twój.
Sasuke Uchiha.

Było mi tak przykro jak patrzyłem na ten list. Nagle, na liście pojawiły się plamy. Z moich łez. Otarłem oczy.
- Baka...... - powiedziałem do siebie. Poczułem dłoń na ramieniu. Odwróciłem głowę, szybko chowając list pod ubrania. Zobaczyłem Sasuke. Patrzył mi w oczy jak gdyby szukając odpowiedzi.
- Uf....To tylko ty... - mruknąłem do niego. Sasuke zmrużył oczy lekko się uśmiechając.
- Co tam ciekawego czytałeś? - zapytał.
- Aa....Wiesz nic ciekawego... - roześmiałem się nerwowo.
- Naprawdę? Bo ja sądzę ze to może być bardzo ciekawe... - powiedział cicho i nim się obejrzałem już trzymał w dłoni swój list. Przeczytał go szybko. Odwróciłem się tyłem do niego. 
- Po co to trzymasz? - zadał pytanie cichym tonem. 
- A, taka....pamiątka.... - odmruknąłem. 
- Pamiątka....? Po co ci to? - zadał kolejne pytanie. 
- Po nic. - wyrwałem mu z ręki list i schowałem go do szafki pod ubrania ukrywając łzy.
- To dlaczego były tam plamy po łzach? - Sasuke chwycił mnie za ramię zmuszając do odwrócenia się.
- To...tylko woda.....Nic więcej. - powiedziałem stanowczo przygryzając wargę. Znowu walczyłem z łzami.
" Żeby cię cholera Sasuke.....Żebyś tylko wiedział jak ja cierpiałem...." - pomyślałem spuszczając głowę w dół. Osunąłem się na podłogę i ukryłem twarz w dłoniach. Sasuke kucnął naprzeciw mnie.
- Co jest? - zapytał podnosząc delikatnie moją głowę. Łzy spływały mi ciurkiem po policzkach.
- N-Nic.....J-Jest w porządku - odpowiedziałem.
- Przecież widzę że nie jest w porządku.
- To źle widzisz - odburknąłem. Sasuke roześmiał się cicho. Otarł mi kciukami łzy.
- To powiesz co się stało? - zapytał patrząc mi w oczy. Pokiwałem głową i wstałem. Otarłem oczy rękawem. Sasuke wstał również.
- No bo...... - przełknąłem ślinę - Po tym jak wysłałeś mi ten list......Czułem się jakby z mojego życia coś znikło......W moim sercu była dziura....I nie umiałem jej zapełnić......
Sasuke słuchał uważnie.
- Ale teraz jestem. W czym problem? - zapytał, nie rozumiejąc moich uczuć. Popatrzyłem na niego. Wściekłość powróciła.
- W czym problem? - zapytałem cicho, ze złością - Ty się pytasz w czym problem?! Problem w tym że mnie zostawiłeś do cholery! I teraz nagle wracasz?! To pomyśl jak ja się teraz czuje, tępaku!!! - wydarłem mu się prosto w twarz. Sasuke był zdezorientowany.
- A-Ale.... - próbował coś powiedzieć jednak ja mu nie dałem, drąc się dalej.
- POMYŚL TEŻ O KIMŚ A NIE TYLKO O SOBIE PIEPRZONY EGOISTO!!! - po tych słowach pobiegłem na dół i wybiegłem z domu, łapiąc tylko kurtkę.
- Naruto! Zaczekaj do cholery! - Sasuke krzyczał goniąc mnie. Nie posłuchałem tylko biegłem dalej.
- Naruto!! - słyszałem jego krzyk coraz bardziej z oddali. Przyspieszyłem. "Pieprzony egoista....Myśli tylko o sobie...." - myślałem biegnąc dalej. Nagle na kogoś wpadłem. Spojrzałem kto to i zobaczyłem Sakurę. Leżała na ziemi po tym jak na nią wpadłem. Pomogłem jej się podnieść.
- Watashi o yurusu, Sakura. Byłem zamyślony. - przeprosiłem. Sakura otrzepała się a potem uśmiechnęła.
- Nie szkodzi, Naruto. Coś się stało? - zapytała widząc wyraz mojej twarzy.
- Aa, nic takiego - skłamałem - Wiesz, właśnie szedłem na ramen. Poszłabyś ze mną?
- Wybacz Naruto lecz spieszę się trochę - odpowiedziała.
- W porządku. Do zobaczenia Sakurcia - pożegnałem się.
- Do zobaczenia Naruto! - uśmiechnęła się i odeszła. Wsadziłem ręce do kieszeni i poszedłem dalej.
                                                                                                   
                                                                                                   
Sakura podeszła do drzwi domu Naruto.Chciałą sprawdzić czy to przez Uchihę Naruto był taki roztargniony. Zapukała. Usłyszała kroki i zgrzyt otwieranego zamka. Drzwi otworzyły się i Sakura mogła zobaczyć Sasuke. Uchiha czekał aż Sakura. coś powie.
- Um....Hej Sasuke. Mogę wejść? Chciałabym pogadać.
- Pewnie, wchodź. - odsunął się żeby Sakura mogła wejść. Dziewczyna siadła na kanapie a Sasuke na fotelu.
- Sasuke.....Co zrobiłeś Naruto?

KONIEC EPIZODU III



Tłumaczenie :
Ohayogozaimasu - Dzień Dobry
Watashi o yurusu - Wybacz mi

piątek, 29 marca 2013

Epizod II

Konbanwa minasan! Cóż, dodaje dzisiaj kolejny epizod. Mam nadzieję że wam się spodoba!!
Enjoy!

                                                                   
                                                                   

Sasuke wpatrywał się we mnie oniemiały. Podkurczyłem nogi i schowałem twarz w dłoniach. 
- Po tym jak powiedziałeś że wyjeżdżasz....Poczułem jakby moje serce rozerwało się na tysiąc kawałków......Już się pogodziłem że muszę ułożyć swoje życie bez ciebie, bez twojej powagi.....A teraz jak wróciłeś....Nie wiem co mam robić.... - zwierzyłem się cicho. Łzy nadal spływały po moich policzkach. Poczułem rękę Sasuke na ramieniu. Przygarnął mnie do siebie. Ukryłem głowę w jego torsie. .Uchiha gładził mnie po głowie drugą ręką.
- Już cicho......Poradzisz sobie, zawsze sobie radzisz. - starał się uspokoić mnie Sasuke. Pokręciłem przecząco głową nadal płacząc. Sasuke ciągle mnie uspokajał. W końcu ucichłem i tylko byłem przy nim. Podniosłem wzrok na niego. Zastanawiała mnie jedna rzecz.
- D-Dlaczego nie mogłeś zamieszkać u Itachiego....? - zapytałem drżącym głosem bojąc się odpowiedzi ale równocześnie mnie to ciekawiło. Spojrzenie Uchihy stwardniało. 
- Ponieważ....Nie sądzę by Itachi uważał mnie dalej za brata. - powiedział kamiennym głosem.
- Jak to...? - zdziwiłem się - Czy to dlatego że wyjechałeś....? Sasuke pokiwał powoli głową. Odsunąłem od niego. 
- To idź do niego i pokaż mu że wróciłeś!! 
- To nie takie proste. Założę się że Itachi nie chce mnie znać - powiedział i zadrżały mu wargi. Wkurzyłem się.
- A SKĄD SKORO JESZCZE NIE SPRÓBOWAŁEŚ DO JASNEJ CHOLERY?! - wydarłem się. Sasuke nie zareagował. 
- Wiesz co....Szkoda gadać.....Ale jak chcesz to pójdę tam z tobą, dla dodania otuchy. - zaoferowałem pomoc. Sasuke popatrzył na mnie. Dostrzegłem w jego oczach nadzieję co było dość rzadkim widokiem.
- Naprawdę? Poszedłbyś tam ze mną? - zapytał żywo. Pokiwałem głową. Chwyciłem go za rękę. 
- Chodźmy teraz. Jest jeszcze dość wcześnie. ( Było wpół do drugiej. Po południu oczywiście). Sasuke skinął głową i poszliśmy. Kazałem Sasuke założyć bluzę z kapturem aby Itachi nie widział jego twarzy. Zapukałem do drzwi. Otworzył mi Itachi i od razu się uśmiechnął na mój widok. 
- Hej Naruto! Co tam? - zapytał się opierając o próg drzwi. Uśmiechnąłem się także.
- A tak przyszedłem ci kogoś, hm, pokazać. - odpowiedziałem. Itachi zdziwił się na moment ale potem na jego twarzy zagościł z powrotem uśmiech. Wszedłem do jego domu a Sasuke za mną. Itachi go nie rozpoznał. Ulżyło mi. Siedliśmy na sofie a starszy Uchiha siadł na fotelu. Chwila ciszy. Odchrząknąłem i zacząłem "przedstawianie" gościa. 
- Itachi tylko się nie denerwuj okej? - zapytałem po czym dałem znak Sasuke by zdjął kaptur. Oczy Itachiego powiększyły się ze zdumienia. Sasuke wpatrywał się w podłogę.
- Itachi, przedstawiam ci twojego brata - specjalnie położyłem nacisk na dwa ostanie słowa. Oboje milczeli.
- S-Sasuke...? - Itachi chyba nie mógł uwierzyć że to on.
- Uh....Tak to ja, Itachi. - Sasuke popatrzył bratu w oczy. Ja milczałem.
- A-Ale....Jak...? Kiedy....? Gdzie...? - zapytał zdezorientowany starszy Uchiha. Zabrałem głos.
- Sasuke wrócił dzisiaj. Pomyślał że może cię odwiedzi ale bał się że możesz go już nie uznawać za brata. - powiedziałem cicho lecz na tyle głośno by oboje to usłyszeli. 
- C-Co? Jak to nie uznawać za brata...?! Przecież......Ja cały czas miałem nadzieję że wrócisz!! - wykrzyknął Itachi. Oboje bracia wstali. Ja siedziałem dalej, nieco rozbawiony tą sytuacją. Itachi stanął przed braciszkiem i położył mu ręce na ramionach. Przytulił go. ( Po bratersku, oczywiście!) Zaczęli rozmawiać więc ja cicho się wymknąłem żeby im nie przeszkadzać. Cieszyłem się że pomogłem Sasuke. Gdy zdałem sobie z tego sprawę palnąłem się w czoło. "Baka....Przecież on cię OPUŚCIŁ. Nie możesz mu tak nagle wybaczyć, Naruto!" - przekonywał siebie w myślach.


KONIEC EPIZODU II


Dla wszystkich - AKCJA DZIEJE SIĘ W TERAŹNIEJSZOŚCI. Wiem że to już napisałam ale moja "kochana" przyjaciółka nie daje mi z tym spokoju. Oyasuminasai wszystkim! (Oyasuminasai - dobranoc)

Epizod I

Hej!! Ja tylko na chwilkę. Blog będzie pisany z perspektywy Naruto. Akcja dzieje się w teraźniejszości.
Enjoy!
(Jak coś jest napisane w cudzysłowu to są to myśli czyjeś najczęściej Naruto).
                                                                                            
                                                                                            
Obudziły mnie promienie wpadające do pokoju. Otworzyłem oczy i zobaczyłem różowo-włosą dziewczynę stojącą przy zasłonach. Obróciłem się z pomrukiem który miał oznaczać : "Jeszcze chwilę...". Jednak Sakura nie zwróciła na to uwagi i podeszła do mnie.
- Wstawaj Naruto! Już po dziesiątej! - wrzasnęła na mnie wyszarpując mi kołdrę.
- Za wcześnie.... - odmruknąłem. Odwróciła się i poszła na dół. Ucieszyłem się że będę miał spokój. Niedoczekanie moje....Wróciła z szklanką wody. Zapewne zimnej. Nie otwarłem oczu więc tego nie zauważyłem. Stanęła nade mną i wylała zawartość szklanki na mnie. Otworzyłem szeroko oczy i wyskoczyłem z łóżka.
- Powaliło cię?! - wrzasnąłem na nią. Uśmiechnęła się, pewnie dumna z siebie. Warknąłem na nią. Roześmiała się.
- Cicho bądź i idź się ubierać, Naruto. - odpowiedziała na moje wrzaski. Ciągle zły chwyciłem rzeczy które mi przygotowała i poszedłem do łazienki się przebrać. "Co ona sobie myśli.....Żeby mnie tak budzić...." - myślałem. (Niewyspany Naruto - Niezadowolony Naruto). Wyszedłem z łazienki ubrany. Sakury tu nie było a łóżko było pościelone. Zszedłem na dół trzymając ręce w kieszeniach, zgarbiony. Sakura przygotowała śniadanie podczas gdy się przebierałem. Spojrzałem na nią wilkiem na co ona wyszczerzyła do mnie zęby.
- Po co w ogóle tak wcześnie obudziłaś, Sakura...? - burknąłem do niej. Zawahała się przed odpowiedzią.
- No....bo musimy pojechać na...lotnisko.
- Na lotnisko? A co ktoś przyjeżdża? - zapytałem się patrząc jej w oczy. Uciekła wzrokiem na podłogę.
- No...tak jakby. Ale nie powiem ci kto. To niespodzianka! - spojrzała na mnie i wyszczerzyła się ponownie.        Przewróciłem oczami. Zabrałem się za jedzenie. Gdy skończyłem, Sakura złapała moją rękę, moje kluczyki do auta i klucze do domu. Poszedłem posłusznie za nią, nie mając innego wyboru. Zamknęliśmy dom i wsiedliśmy do auta. Pojechaliśmy na lotnisko. Wysiadłem z auta, zablokowałem je (bo odzyskałem klucze), i poczłapałem za Sakurą nadal niewyspany. Czekaliśmy na samolot który po jakimś czasie (po pieprzonych 2 godzinach) wylądował. Sakurcia aż skakała z radości. Westchnąłem w duchu przeklinając ją za obudzenie mnie. W końcu z samolotu zaczęli wysiadać pasażerowie. Nie patrzyłem na nich (tylko w ziemię) więc nie widziałem kto wysiada.
- Witajcie....Długo czasu się nie widzieliśmy - usłyszałem znajomy, znienawidzony głos. Podniosłem głowę i spojrzałem w te czarne, przeklęte oczy. Zmrużyłem swoje własne.
- A ty co tu robisz, Uchiha? - zapytałem z wściekłością. Sasuke popatrzył na mnie jak na młotka (zresztą za niego mnie uważał).
- Wróciłem, a co spodziewałeś że nie wrócę Uzumaki? - zapytał z drwiną w głosie.
- Można tak powiedzieć. Dlaczego wróciłeś? Po co? - wściekłość narastała w moim głosie. Sakura była zdezorientowana.
- Um....Naruto..... - zaczęła niepewnie. Spojrzałem na nią i skojarzyłem fakty.
- Sakura! Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?! - wydarłem się na nią. Cofnęła się o krok.
- Bo wiedziałam że się musiałabym cię zaciągać siłą. - odparła już pewniejszym głosem.
- Osz ty.... - mruknąłem pod nosem, nadal wściekły.
- Więc? Pójdziemy stąd czy dalej będziecie się kłócić? - wtrącił się Sasuke. Spojrzałem na niego wściekły i poszedłem do samochodu bez słowa. " Jak mógł wrócić po tym co zrobił.....Pieprzony Uchiha...." - myślałem, a wściekłość we mnie rosła z każdą chwilą. Wsiedliśmy do auta. Ruszyłem, może nieco zbyt gwałtownie.
- Naruto! Koncentruj się na jeździe! - upomniała mnie Sakura. "Taa....I jak tu się do jasnej cholery koncentrować?! " Mimo mojej wściekłości skupiłem się na jeździe. Jakoś dojechaliśmy do domu. Wysiadłem trzaskając drzwiczkami auta. Wszedłem do domu i usiadłem się na kanapie. Sasuke usiadł na fotelu ze swoim bagażem.
- A ty tu jeszcze co robisz? - warknąłem na niego. Nie zareagował.
- Naruto, teraz bądź spokojny - ostrzegła mnie Sakura - Widzisz, Sasuke musi przez jakiś czas z tobą pomieszkać bo nie ma jeszcze swojego mieszkania. Przez chwilę trawiłem jej słowa. Poderwałem się z kanapy.
- ŻE CO DO CHOLERY JASNEJ?!! - wydarłem się. Sasuke wstał gwałtownie i uderzył mnie w policzek. Od razu ochłonąłem i stałem tam zdezorientowany czując pieczenie w miejscu gdzie Uchiha mnie uderzył.
- A-Ale za co...? - zapytałem cicho. Sasuke nie odpowiedział. Sakura położyła swoje ręce na moich ramionach.
- Uspokój się Naruto. Wiem że jesteś wściekły ale tak musi być. Rozumiesz? - popatrzyła mi w oczy.
- Dlaczego nie może zamieszkać z Itachim? - zapytałem się jeszcze. Sakura przygryzła wargi.
- No...Bo nie. Będzie mieszkał z tobą, jasne?
- Jasne, jasne.... - naburmuszyłem się. Sakura odsunęła się ode mnie i było widać że jej ulżyło.
- Ta....To ja idę do swojego pokoju....Pa Sakurcia. - pożegnałem się z nią ignorując Uchihę i poszedłem na górę. Legnąłem się na łóżko. Wpatrywałem się w sufit. Nadal byłem wściekły. Usłyszałem ciche pukanie do drzwi.
- Proszę - burknąłem. Do pokoju wszedł Sasuke. Od razu spiąłem mięśnie i podniosłem się do pozycji siedzącej.
- Czego chcesz? - zapytałem nieufnie. Uchiha nic nie powiedział tylko siadł na łóżku.
- Pogadać. - odpowiedział spokojnie. Prawie na niego warknąłem.
- O czym chcesz gadać do cholery?
- O tym dlaczego tak się zachowałeś jak mnie zobaczyłeś na lotnisku.
- A jak myślisz? Wysil tą swoją mózgownicę - teraz to na niego warknąłem. Popatrzył mi w oczy.
- Dlatego że wyjechałem?
- Nie....
- To dlaczego?
- Dlatego....Dlatego że nas tu wszystkich zostawiłeś. Dlatego że zostawiłeś mnie. - odpowiedziałem walcząc z łzami. Sasuke wydawał się zdziwiony. Spojrzał na mnie. W końcu moje łzy wygrały. Pociekły mi policzkach.


KONIEC EPIZODU I

Witajcie!!

Hej wszystkim! Nowy blog! Tak, wiem że niedawno skończyłam Innego Blogga, ale przyszedł mi do głowy pomysł że zrobię blog SasuNaru. (Blog może być yaoi albo nie). Miejmy nadzieję że wam się spodoba i że będziecie komentować. (Jak nie to przejrzyjcie sobie post "Informacja" z Innego Blogga). Zapraszam serdecznie!

Wasz kochający,
DemonicznyKonik <33 (jak coś to jestem dziewczyną xD)