Enjoy!
(Jak coś jest napisane w cudzysłowu to są to myśli czyjeś najczęściej Naruto).
Obudziły mnie promienie wpadające do pokoju. Otworzyłem oczy i zobaczyłem różowo-włosą dziewczynę stojącą przy zasłonach. Obróciłem się z pomrukiem który miał oznaczać : "Jeszcze chwilę...". Jednak Sakura nie zwróciła na to uwagi i podeszła do mnie.
- Wstawaj Naruto! Już po dziesiątej! - wrzasnęła na mnie wyszarpując mi kołdrę.
- Za wcześnie.... - odmruknąłem. Odwróciła się i poszła na dół. Ucieszyłem się że będę miał spokój. Niedoczekanie moje....Wróciła z szklanką wody. Zapewne zimnej. Nie otwarłem oczu więc tego nie zauważyłem. Stanęła nade mną i wylała zawartość szklanki na mnie. Otworzyłem szeroko oczy i wyskoczyłem z łóżka.
- Powaliło cię?! - wrzasnąłem na nią. Uśmiechnęła się, pewnie dumna z siebie. Warknąłem na nią. Roześmiała się.
- Cicho bądź i idź się ubierać, Naruto. - odpowiedziała na moje wrzaski. Ciągle zły chwyciłem rzeczy które mi przygotowała i poszedłem do łazienki się przebrać. "Co ona sobie myśli.....Żeby mnie tak budzić...." - myślałem. (Niewyspany Naruto - Niezadowolony Naruto). Wyszedłem z łazienki ubrany. Sakury tu nie było a łóżko było pościelone. Zszedłem na dół trzymając ręce w kieszeniach, zgarbiony. Sakura przygotowała śniadanie podczas gdy się przebierałem. Spojrzałem na nią wilkiem na co ona wyszczerzyła do mnie zęby.
- Po co w ogóle tak wcześnie obudziłaś, Sakura...? - burknąłem do niej. Zawahała się przed odpowiedzią.
- No....bo musimy pojechać na...lotnisko.
- Na lotnisko? A co ktoś przyjeżdża? - zapytałem się patrząc jej w oczy. Uciekła wzrokiem na podłogę.
- No...tak jakby. Ale nie powiem ci kto. To niespodzianka! - spojrzała na mnie i wyszczerzyła się ponownie. Przewróciłem oczami. Zabrałem się za jedzenie. Gdy skończyłem, Sakura złapała moją rękę, moje kluczyki do auta i klucze do domu. Poszedłem posłusznie za nią, nie mając innego wyboru. Zamknęliśmy dom i wsiedliśmy do auta. Pojechaliśmy na lotnisko. Wysiadłem z auta, zablokowałem je (bo odzyskałem klucze), i poczłapałem za Sakurą nadal niewyspany. Czekaliśmy na samolot który po jakimś czasie (po pieprzonych 2 godzinach) wylądował. Sakurcia aż skakała z radości. Westchnąłem w duchu przeklinając ją za obudzenie mnie. W końcu z samolotu zaczęli wysiadać pasażerowie. Nie patrzyłem na nich (tylko w ziemię) więc nie widziałem kto wysiada.
- Witajcie....Długo czasu się nie widzieliśmy - usłyszałem znajomy, znienawidzony głos. Podniosłem głowę i spojrzałem w te czarne, przeklęte oczy. Zmrużyłem swoje własne.
- A ty co tu robisz, Uchiha? - zapytałem z wściekłością. Sasuke popatrzył na mnie jak na młotka (zresztą za niego mnie uważał).
- Wróciłem, a co spodziewałeś że nie wrócę Uzumaki? - zapytał z drwiną w głosie.
- Można tak powiedzieć. Dlaczego wróciłeś? Po co? - wściekłość narastała w moim głosie. Sakura była zdezorientowana.
- Um....Naruto..... - zaczęła niepewnie. Spojrzałem na nią i skojarzyłem fakty.
- Sakura! Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?! - wydarłem się na nią. Cofnęła się o krok.
- Bo wiedziałam że się musiałabym cię zaciągać siłą. - odparła już pewniejszym głosem.
- Osz ty.... - mruknąłem pod nosem, nadal wściekły.
- Więc? Pójdziemy stąd czy dalej będziecie się kłócić? - wtrącił się Sasuke. Spojrzałem na niego wściekły i poszedłem do samochodu bez słowa. " Jak mógł wrócić po tym co zrobił.....Pieprzony Uchiha...." - myślałem, a wściekłość we mnie rosła z każdą chwilą. Wsiedliśmy do auta. Ruszyłem, może nieco zbyt gwałtownie.
- Naruto! Koncentruj się na jeździe! - upomniała mnie Sakura. "Taa....I jak tu się do jasnej cholery koncentrować?! " Mimo mojej wściekłości skupiłem się na jeździe. Jakoś dojechaliśmy do domu. Wysiadłem trzaskając drzwiczkami auta. Wszedłem do domu i usiadłem się na kanapie. Sasuke usiadł na fotelu ze swoim bagażem.
- A ty tu jeszcze co robisz? - warknąłem na niego. Nie zareagował.
- Naruto, teraz bądź spokojny - ostrzegła mnie Sakura - Widzisz, Sasuke musi przez jakiś czas z tobą pomieszkać bo nie ma jeszcze swojego mieszkania. Przez chwilę trawiłem jej słowa. Poderwałem się z kanapy.
- ŻE CO DO CHOLERY JASNEJ?!! - wydarłem się. Sasuke wstał gwałtownie i uderzył mnie w policzek. Od razu ochłonąłem i stałem tam zdezorientowany czując pieczenie w miejscu gdzie Uchiha mnie uderzył.
- A-Ale za co...? - zapytałem cicho. Sasuke nie odpowiedział. Sakura położyła swoje ręce na moich ramionach.
- Uspokój się Naruto. Wiem że jesteś wściekły ale tak musi być. Rozumiesz? - popatrzyła mi w oczy.
- Dlaczego nie może zamieszkać z Itachim? - zapytałem się jeszcze. Sakura przygryzła wargi.
- No...Bo nie. Będzie mieszkał z tobą, jasne?
- Jasne, jasne.... - naburmuszyłem się. Sakura odsunęła się ode mnie i było widać że jej ulżyło.
- Ta....To ja idę do swojego pokoju....Pa Sakurcia. - pożegnałem się z nią ignorując Uchihę i poszedłem na górę. Legnąłem się na łóżko. Wpatrywałem się w sufit. Nadal byłem wściekły. Usłyszałem ciche pukanie do drzwi.
- Proszę - burknąłem. Do pokoju wszedł Sasuke. Od razu spiąłem mięśnie i podniosłem się do pozycji siedzącej.
- Czego chcesz? - zapytałem nieufnie. Uchiha nic nie powiedział tylko siadł na łóżku.
- Pogadać. - odpowiedział spokojnie. Prawie na niego warknąłem.
- O czym chcesz gadać do cholery?
- O tym dlaczego tak się zachowałeś jak mnie zobaczyłeś na lotnisku.
- A jak myślisz? Wysil tą swoją mózgownicę - teraz to na niego warknąłem. Popatrzył mi w oczy.
- Dlatego że wyjechałem?
- Nie....
- To dlaczego?
- Dlatego....Dlatego że nas tu wszystkich zostawiłeś. Dlatego że zostawiłeś mnie. - odpowiedziałem walcząc z łzami. Sasuke wydawał się zdziwiony. Spojrzał na mnie. W końcu moje łzy wygrały. Pociekły mi policzkach.
KONIEC EPIZODU I
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz